Być kupcem
Być kupcem, a nie brać kredytu? Mało jest takich kupców, którzy nie mają do czynienia z bankami, przede wszystkim z kredytami w tle. Kredyt kupiecki, czy inaczej towarowy, lub jeszcze inaczej handlowy, to postawienie do dyspozycji towarów będących przedmiotem wymiany rynkowej. W sytuacji kiedy jedna strona szuka zbytu, a druga nie ma w tej konkretnej chwili pieniędzy, nawiązują transakcję handlową z tak zwanym odroczonym terminem zapłaty. Jest to dobry system, bowiem takie kredyty kupieckie pozwalają na prowadzenie działalności handlowej.
- To bardzo korzystny układ dla obu stron – twierdzi jeden z kupców. – Sam przez jakiś czas prowadziłem działalność handlową, a konkretnie handlowałem butami. W naszym mieście były swego czasu duże zakłady obuwnicze. Po transformacji zakłady upadły, ale na ich bazie powstała spółka obuwnicza, które jeszcze przez jakiś czas produkowała obuwie. Przed zmianami gospodarczymi zakład ten prawie całą produkcję wysyłał za wschodnią granicę. Kiedy pierestrojka dotknęła i drugą stroną, stała się ona niewypłacalna, więc zakłady siłą rzeczy przestały istnieć. Spółka, która była spadkobierczynią zakładów obuwniczych dopiero wchodziła na rynek, więc zbyt nie był jeszcze jej najmocniejszą stroną. Dlatego oddawała swój towar handlowcom domokrążcom, którzy jeździli po kraju i sprzedawali buty. Taki domokrążcą zostałem i ja. Interes szedł nawet nie najgorzej, ale w końcu przestało mnie to bawić. Być cały czas w trasie nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę
- Po pamiętnych przemianach przełomu lat 80/90 wiele zakładów państwowych upadło, a ich pracownicy znaleźli się na bruku. Wśród nich byłem także i ja – wspomina handlowiec z przypadku, a właściwie konieczności. W Przemyślu miałem bardzo dobrego znajomego, który prowadził hurtownię odzieżową. To właśnie od niego wyszedł pomysł, abym brał z hurtowni koszulki i sprzedawał w swoim mieście. Dopiero po ich upłynnieniu miałem oddać pieniądze. Nie był to jakiś wielki interes, ale w sytuacji, kiedy nie ma się pracy nie można było marudzić tylko brać co dają. Czy był to typowy kredyt kupiecki? Chyba tak, chociaż nie bank mi taką transakcję oferował. Jednakże były dwie strony, nabywca, który w momencie oferty nie posiadał środków i był sprzedawca, który w momencie oferowania towaru do sprzedaży nie mógł znaleźć nabywców, którzy z kolei w momencie sprzedaży mogliby zapłacić za ten towar gotówką. Ja również w momencie sprzedaży nie dysponowałem odpowiednią gotówką, a płaciłem za niego dopiero po jego upłynnieniu. Moim zdaniem był to typowy kredyt kupiecki.
Pamiętać należy, że kredyty kupieckie są kredytami krótkoterminowymi. Z bankowego punktu widzenia taki kredyt nie może być dłużej spłacany niż trzy lata, a jego kwota zazwyczaj nie przekracza 50 tysięcy złotych. Kredyt taki jest oprocentowany w granicach 19%.
mer