Jedyne wyjście do własny biznes
Jest źle, a ma być jeszcze gorzej. Chodzi o nasz rynek pracy, który w zastraszający sposób kurczy się. Kryzys sprawił, że padają kolejne firmy, a załogi lądują na bruku. Nawet niektórzy potentaci rynku gospodarczego nie radzą sobie z kryzysem. W takiej sytuacji, kiedy zwalniani są coraz to nowi pracownicy ożywiła się polska przedsiębiorczość. Bezrobotni, a także osoby, które przeczuwają, że w najbliższym czasie zasilą ich szeregi, zakładają własne biznesy. Urzędy Pracy nie nadążają z wypłatami kredytów na rozpoczęcie działalności gospodarczej z funduszu pracy, ale zapewniają, że pieniędzy nie zabraknie. Są jeszcze na ten cel pieniądze unijne, ale aby je otrzymać bezrobotni muszą spełnić określone wymogi. Poza tym nie wszystkie branże mogą być z tego funduszu finansowane. Bruksela wymyśliła jednakże inne formy wsparcia dla naszych małych firm. Są to tzw. mikropożyczki dla przedsiębiorców, którzy dopiero rozpoczynają swoja działalność biznesową oraz tych, którzy próbują zasmakować w pracy na własną rękę. Przykład jest prosty, jeżeli zwolniony kierowca ciężarówki zechce pracować jako taksówkarz, czyli ma zamiar prowadzić własny interes, może liczyć na wsparcie. Nie jest to mała kwota mimo, iż nazywana jest mikropożyczką. 25 tysięcy euro to wcale nie jest tak mało jak na początek. Mała przedsiębiorczość może też liczyć no pomoc banków, które oferują kredyty na działalność, chociaż nie jest o nie łatwo. Banki dość niechętnie kredytują przedsiębiorców, którzy dopiero rozpoczynają swoją działalność.
Kazimierz Niegocki z Białegostoku został zwolniony z pracy w ramach redukcji etatów. Nie wyglądało na to, że szybko znajdzie nową pracę. Zarejestrował się w urzędzie pracy i czekał. Niestety propozycji żadnych nie otrzymał. Postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce. Wraz z synem, który miał fach w ręku i do tego nie najgorszy, ponieważ był blacharzem samochodowym, postanowił założyć warsztat blacharki samochodowej. Kiedy starał się o kredyt w urzędzie pracy na założenie własnej działalności nie było jeszcze takich kłopotów jakie są obecnie. Dlatego kredyt otrzymał niemal od ręki. Nie było tego zbyt wiele, ale na początek musiało wystarczyć. Miał także trochę odłożonej swojej gotówki, więc zaczynali z synem skromnie, ale uczciwie. Po dwóch latach dostał kredyt z banku. Rozbudował warsztat, miał coraz więc ej klientów, więc o pracę się przestał martwić. Nawet teraz w dobie kryzysu twierdzi, że sobie poradzi. – Jak na razie samochodów do naprawy nie brakuje. Ludzie jeżdżą jak jeżdżą, drogi mamy takie jakie mamy to i roboty chyba nam nigdy nie zabraknie. Dobrze, że coraz więcej ludzie bierze sprawy w swoje ręce – przekonuje pan Kazimierz
mur